Clienting to dobre relacje z Klientem!

2008-09-11 0:01

Konferencja nt nadużyć pracowniczych

Nadużycia pracownicze często niosą za sobą koszty nie tylko natury
finansowej, lecz także uszczerbek na dobrym imieniu firmy, jej
wizerunku. System przeciwdziałania nadużyciom pracowniczym powinien być
traktowany jako nieodłączny element budowania strategii
przedsiębiorstwa. To nie tylko monitoring i bramki przy drzwiach
wyjściowych, ochrona.

Konferencja „System przeciwdziałania nadużyciom pracowniczym w firmach
produkcyjnych”, która odbędzie się w dniach 23-26 września w Warszawie,
będzie okazją do zapoznania się z wiodącymi rozwiązaniami w budowaniu
efektywnego działu kontroli wewnętrznej. Organizatorem konferencji jest
firma Movida Conferences.

Sam dział kontroli to nie wszystkie możliwe rozwiązania jakimi
dysponuje zarząd i kadra managerska. Za każdym nadużyciem zawsze stoi
człowiek. Stąd tak ważne jest zarządzanie personelem. Dział HR to
często niewykorzystany potencjał w zasobach firmy. Obecnie rynek pracy
to rynek pracowników, nie stoi to jednak na przeszkodzie zbudowania
wydajnego zespołu pracowników.

Na problem nadużyć pracowniczych należy spojrzeć globalnie, na firmę
jako całość, począwszy od określenia struktury organizacji, zasad ładu
korporacyjnego: zasad zarządzania i kontroli, relacji z udziałowcami.
Stworzenie jasnych, przejrzystych struktur, transparentność działań są
podstawą działania każdej firmy i stanowią podwaliny do jej sukcesu.

Styl zarządczy, postępowanie, wzory zachowań reprezentowane przez kadrę
managerską określają sposoby zachowania i jakość wykonywania pracy
przez pracowników. Panuje niepisana zasada „wiedza przełożonego czyni
rzecz legalną”. Brak jasnych procedur stwarza ryzyko nadużyć, ponieważ
to okazja czyni złodzieja. Budowanie systemu przeciwdziałania
nadużyciom zaczyna się budować od stworzenia globalnej polityki
działalności firmy, kodeksów postępowania, dalszych dobrych praktyk.

Szczegóły na temat konferencji

Serdecznie Was zapraszam do udziału w seminarium.
Będę miał w jego czasie autorskie wystąpienie o Aniołach Pracy. - inicjatywie wprowadzanej jako nowe, efektywne rozwiązanie w obszarze zarządzania kadrami. 

2008-09-10 11:22

O narodzinach pewnej reguły

Jedną z najbardziej znanych, powszechnie spotykanych oraz identyfikowanych technik manipulacyjnych jest reguła wzajemności.
Polega ona - w największym skrócie rzecz ujmując - na tym, aby
zaoferować Klientowi przysługę przed wyjawieniem własnej prośby. Rodzi
ona interpersonalne równanie: coś za coś. To jedna z ulubionych i
zyskownych w swym efekcie taktyk profesjonalistów sprzedaży.

Poczucie zobowiązania do przyszłego odwdzięczenia się pozwala ludziom
na inicjowanie różnego rodzaju łańcuchów wymiany, transakcji i
związków. Uwolnienie się od poczucia zobowiązania przynosi nam ulgę, a
osoby które się nie odwdzięczają są źle widziani w oczach innych.
Uchodzą za niegodziwe, niewdzięczne.

Nie jest jednak z regułą wzajemności tak, że została wymyślona czy
odkryta niedawno, wyłącznie dla potrzeb sprzedażowych, komercyjnych i
handlowych. Mechanizm reguły to jedno z najstarszych zachowań ludzkich,
postaw i działań, którego narodziny, powstanie datuje się na co
najmniej kilkadziesiąt tysięcy lat temu!

Reguła wzajemności jest bowiem atawizmem, pewna odmianą
altruizmu obecnego już u ludzi pierwotnych, społeczności łowieckich
sprzed kilkudziesięciu tysięcy lat. Występuje także w świecie zwierząt,
w którym stanowi silny bodziec rozwoju gatunków.

Zdobywanie pokarmu przez polowania było znacznie bardziej wydajnym
sposobem pozyskiwania żywności niż zbieractwo. Wymuszało także w
obrębie wspólnoty plemiennej, grupy społecznej takie postawy
socjalizacyjne, pro-rozwojowe jak:

- rozwijanie umiejętności posługiwania się narzędziami (produkcja, technologia)

- rozwijanie zdolności tworzenia nowych narzędzi (kreacja technologiczna, rozwój)

- rozwój takich postaw i zachowań społecznych jak:

Konformizm - wytworzenie skłonności do działania w grupie
(konieczne we wspólnych przedsięwzięciach takich jak polowanie budowa
siedzib, prace melioracyjne na polach, itp)

Uleganie autorytetom - uleganie wpływowi przywódcy przyczyniało się do sukcesu w grupowych działaniach (tak powstała kolejna technika manipulacyjna - zwana regułą autorytetu).

Altruizm - polowanie na duże zwierzęta powodowało, że myśliwy
okresowo miał więcej jedzenia niż potrzebował do życia on i jego bliscy. Opłacało się mu wiec dzielić pożywieniem z innymi po to, aby
uzyskać wzajemność wtedy, gdy inni będą mieć nadmiar pokarmu.

W ten sposób wytwarzała się reguła, znana dzisiaj jako reguła wzajemności.

2008-03-08 23:34

Nie sprzedawaj - spraw by kupowali!

Firmy handlowe wydają całą masę pieniędzy na to aby nauczyć swoich ludzi sprzedawać. Mało jednak, która inwestuje w to aby jej pracownicy zrozumieli, długofalowo pozyskali Klienta. To tylko pozornie to samo. Rzecz bowiem nie w tym aby sprzedawać ale by Klient zechciał kupić.

Niniejszy wpis inspirowany jest serią telefonów, które miałem przyjemność w ostatnim czasie odebrać. Kto dzwonił? Handlowiec firmy X, który chciał mi sprzedać towar Y.
- Bo wie Pan… Jesteśmy liderem rynku. Mamy siedziby tu tu i tu. Pracujemy dla takich i takich klientów. Jesteśmy najlepsi, bo zrobiliśmy to i to. - recytuje delikwent.
- No dobrze, a co możecie zrobić dla mnie? - pytam.
- Eeee… . Prześlę Panu naszą ofertę, w której są wyszczególnione nasze osiągnięcia. Proszę się zapoznać i zadzwonię pojutrze.

Czepiam się, bo pozornie wszystko jest ok?
A kto ma być w epicentrum takiej rozmowy handlowej - sprzedawca czy kupujący?
“Ja, ja, ja”, “jestem taki fajny, pracuję tu, zrobiłem tamto”, “ja przesyłam Panu ofertę, ja chciałbym nawiązać współpracę”, “moje osiągnięcia, moi klienci, moja oferta”. A figa! Najważniejszy jest Kupujący! Zapytam - dlaczego firmy handlowe wydają kupę pieniędzy, by nauczyć swoich ludzi sprzedawać? Esencją procesu sprzedaży nie jest przecież to, abym “ja sprzedał”, ale … by “klient kupił”!

Zaglądam na strony WWW polskich TOP firm handlowo-usługowych…
“X jest globalnym dostawcą biznesowych rozwiązań IT obsługujących kompleksowo relacje z klientami i optymalizujących działalność operacyjną oraz procesy biznesowe. Głównym atutem firmy jest głęboka wiedza sektorowa.”

“Nasze międzynarodowe doświadczenie pozwala oferować skuteczne usługi konsultingowe. Wiedza i talent naszych ekspertów, pomaga budować markę firmy i produktu. Dział kreatywny oraz dział marketingu i analizy stanowią grupę uzupełniających się ekspertów. Ich współpraca owocuje trafnymi koncepcjami opartymi na nowoczesnych technikach marketingowych.”

“Od początku istnienia zrealizowaliśmy setki projektów e-marketingowych, biznesowych i technologicznych dla kilkudziesięciu firm polskich i międzynarodowych. Jest to skala doświadczeń rzadko spotykana na polskim rynku.”

Świetnie, ale co to znaczy dla Klienta, który ma skorzystać z tych wspaniałych kompetencji? Bo może okaże się zbyt nieśmiały, zbyt stłamszony, by zapytać ofertę dla siebie samego…

Drodzy przedstawiciele handlowi, specjaliści ds. obsługi klienta, konsultanci biznesowi itp.
Nie sprzedawajcie!
Zadziałajcie tak - sprawcie aby to Klient chciał kupić.

Zwróćcie uwagę na to, co ma do powiedzenia, czego tak naprawdę potrzebuje, co chce osiągnąć. Nie recytujcie, a prowadźcie dialog.
Skorzystacie na tym i Wy i On.
W końcu stara ale mądra prawda głosi, że to Klient nasz Pan:) i to On ma moc zwalniania Prezesów największych korporacji.

2008-03-08 23:31

A dlaczego Panu tak z butów śmierdzi?

A dlaczego Panu tak z butów śmierdzi?! – pewnego dnia, w ten sposób powitał przedstawiciela koncernu kosmetycznego kupiec z hipermarketu. Dostawca był tak zaszokowany tym powitaniem, że przez resztę rozmowy zastanawiał się: jak ten cham mógł się tak do mnie odezwać! Co za brak elementarnych, podstawowych zasad kultury i przyzwoitości! Gdyby nie oficjalny, zawodowy charakter naszego spotkania z pewnością dałbym mu w zęby! 

Kipiał, gotował się, przeżywał ów afront. Nie skupiał się na prowadzeniu efektywnych negocjacji, tylko robił wszystko, aby jak najszybciej stamtąd wyjść. W efekcie podpisał umowę niekorzystną dla siebie, a bardzo zyskowną dla hipermarketu. Kupiec osiągnął swój cel, choć może wydawać się, że jego “oryginalne” zachowanie wynikało ze zwykłego braku kultury.

Tymczasem powinniśmy zawsze pamiętać o tym, że kupowanie to gra, podczas której obie strony mogą wykorzystywać wiele zagrywek negocjacyjnych. Jeżeli Twoi pracownicy będą je znali, to osiągniesz podwójną korzyść: handlowcy nie dadzą się zmanipulować i wynegocjują korzystny dla Ciebie kontrakt, a pracownicy odpowiedzialni za zakupy w Twojej firmie (kupcy, produkcja, marketing, logistyka itd.) będą mogli stosować profesjonalne gry kupieckie, aby obniżyć koszty i poprawić jakość kupowanych towarów i usług.

Pamiętaj o tym i skutecznie zarządzaj firmą i jej potencjałem.

Jeśli potrzebujesz bardzo dobrych szkoleń i zaawansowanych konsultacji negocjacyjnych dla Siebie lub swojego zespołu zapraszam do współpracy :)
kontakt@marekwojciechowski.com
2008-03-08 23:22

Mit liberalizmu

Pojęcie liberalizmu, powracające w dyskusjach publicznych w Polsce, jest mocno niejasne. Używa się go w różnych znaczeniach. Ta niejasność jest nieunikniona, gdyż wynika z wielorakiego pojmowania wolności i liberalizmu. Spróbujmy to zdefiniować i ogarnąć.

Na ogół przyjmuje się, że jeżeli coś ma nazwę, ma też w miarę jednoznaczną treść, a więc istnieje — przynajmniej jako koncepcja. Tak jednak być nie musi; np. w PRL-u głoszono zasadę ustrojową centralizmu demokratycznego, który nie istniał i istnieć nie mógł, gdyż centralizacja kłóci się z demokracją (nie przeszkodziło to doktoryzować się i habilitować z tej dziedziny). Zatem i z tego, że politycy, dziennikarze, księża i naukowcy mówią o liberalizmie, nie wynika, że takowy istnieje. Także wypowiedzi o liberalizmie w ostatniej kampanii wyborczej zdradzały pomieszanie pojęć w tej kwestii.

Czym jest wolność?

W liberalizmie chodzi o wolność, co wyraża jego nazwa, pochodząca od łacińskiego libertas, „wolność”. Liberalizm proponuje przyznanie wolności należytego miejsca w życiu społecznym. Jednakże wolność może być pojmowana dość rozmaicie, przynajmniej na dwa sposoby.

Wolność rozumie się ogólnie jako możność postępowania zgodnie z pragnieniami. Można to pojąć najpierw wewnętrznie, jako wolną wolę w człowieku, istniejącą wbrew determinizmowi. Wobec tej obserwacji jedni proponują stworzenie dla wolności jak najlepszych warunków, inni zaś widzą potrzebę jej ograniczenia.

Wybór zależy od poglądów na naturę człowieka. Jeśli akcentuje się jego słabość, skłonność do złego, to nawet doceniając wolność trzeba postulować jej kontrolowanie. Konsekwentny liberalizm natomiast wymaga założenia, że ludzie są z natury dobrzy, albo przynajmniej, że wolność sama uczyni ich lepszymi. Jest to nader wątpliwe. Tym samym bardziej realistyczny wydaje się liberalizm umiarkowany, z barierami dla nadużywających wolności.

Z drugiej strony wolność pojmuje się zewnętrznie, redukując ją do braku ograniczeń. Nikt jednak nie sądzi, że wolność obejmuje przyzwolenie na przestępczość! Ograniczenia są konieczne i muszą odwoływać się do jakiegoś systemu wartości. Mimo istnienia skrajności (libertarianizmu i totalitaryzmu), istotny spór dotyczy umiejscowienia granicy między tym, co w warunkach wolności dozwolone, a tym co zakazane, nie zaś samego istnienia i potrzeby takiej granicy. Prawa innych i społeczny charakter człowieka zawsze stanowią pewną barierę. Nie da się mówić o wolności w życiu społecznym nie mówiąc o ograniczeniach wynikłych z zasad i wartości.

Liberalizm może przybrać w tej sytuacji dwie różne postacie. Jedna to ogólna dyrektywa, że w przypadkach wątpliwych należy raczej przyznać wolność niż jej odmówić. Druga możliwość, to domaganie się prawa do wolności we wszystkim, w tym do łamania zasad moralnych. Na tej zasadzie za liberałów podają się krytycy etyki i religii, udający, że bronią wolności.

Klasyk liberalizmu, Monteskiusz, uznawał jednak więź wolności z powinnością. Definiował wolność jako wartość, która daje dostęp do innych wartości, oraz jako możność czynienia tego, co czynić powinniśmy. Czy ktoś jednak widział dzisiejszego liberała, cytującego te bardzo trafne definicje i wyciągającego z nich wniosek, że należy poszerzać wolność czynienia dobra?

Sfery wolności

Wolność przejawia się w różnych dziedzinach. Wolność gospodarowania i dysponowania majątkiem nazywa się liberalizmem gospodarczym, ale zarazem jest ona podkreślana przez konserwatystów i ma oparcie w tradycji Kościoła. Druga sfera to wolności obywatelskie w dziedzinie publicznej, politycznej. Trzecia to rozmaite wolności osobiste (gwarancje zabezpieczające jednostkę przed nadużyciami władzy, wolność poglądów i ich głoszenia, tolerancja, swoboda w życiu rodzinnym i prywatnym).

Są to rzeczy znane, ale problem leży w tym, że te typy wolności są różnie realizowane i nie muszą występować łącznie. Np. wolność gospodarcza może towarzyszyć dyktaturze politycznej (przykładem rządy Pinocheta), a konstytucyjne gwarancje wolności politycznej sąsiadują nader często z drobiazgowym regulowaniem gospodarki i dojeniem jej przez podatki, czym cechuje się dzisiejsza Europa.

Obecnie pod nazwą liberalizmu rozumie się nieraz, w sposób wąski, dążenie do swobody w jednej dziedzinie wolności osobistych: w sferze życia płciowego i jego konsekwencji. Zwolennicy tych koncepcji chcą je narzucić innym, nie zważając na prawo do własnych przekonań, a próbują to czynić przez cenzurę „politycznej poprawności” lub przez wychowania seksualne w szkole. Wolność to w tym ujęciu prawo do licznych partnerów, do rozwodów, do praktyk uważanych dotąd za zboczenia, a przede wszystkim do zabijania nie narodzonego jeszcze potomstwa. Dla „wolności” jednych istot ludzkich pozbawia się więc życia inne. Podobny sposób myślenia dostrzeżemy również w głoszonej przez lewicę „liberalizacji” prawa karnego, która oznacza zmniejszanie kar. Czyją wolność to zwiększa?

W praktyce tak zwani liberałowie miewają rozmaite poglądy i interesują się różnymi sferami wolności. Trudno by znaleźć kogoś, kto by był jednocześnie zwolennikiem np. szerokiej wolności gospodarczej, wolności programów szkolnych oraz aborcji. Na poziomie haseł można by ewentualnie łączyć te bardzo różne poglądy. Istnieje jednak między nimi niespójność, a nawet sprzeczność.

Otóż wolność gospodarcza, wolność polityczna i wolność sumienia są możliwe pod warunkiem, że ludzie zachowują się zasadniczo moralnie, czy to z przekonania, czy z obawy przed prawem karnym. Natomiast inwazja zła moralnego nadużywającego wolności musi prowadzić do jej podważenia. Jeśli słabnie potępienie takich występków jak kradzież, przemoc czy bluźniercze wybryki, należy się spodziewać upadku wolności w sferze gospodarki, polityki i religii.

Pogoń za cieniem

Miraż „liberalizmu w ogóle” zwodzi także jego krytyków. W publicystyce katolickiej każdy liberalizm bywa kojarzony z podważaniem zasad wiary i moralności. Brakuje tam rozróżnienia różnych sfer wolności i ich właściwej oceny. A przecież św. Paweł napisał „ku wolności wyzwolił nas Chrystus”. Tacy krytycy liberalizmu dostarczają lewicowej propagandzie upragnionego dowodu, że katolicyzm to wróg wolności.

Liberalizm gospodarczy oznacza dla wielu w dzisiejszej w Polsce prawo do nieograniczonego bogacenia się drogą kradzieży i wyzysku. Tak chyba widzą liberalizm jego krytycy z PiS czy Radia Maryja. „Liberał” to wtedy epitet, którym obrzuca się m.in. konserwatystów broniących własności prywatnej i wolności gospodarczej!

Ustrój dobry tylko dla bogatych lepiej by jednak nazwać kapitalizmem oligarchicznym bądź latynoamerykańskim; ustrój dobry dla samych rządzących to system biurokratyczny. Liberalizm gospodarczy oznacza natomiast, że łatwiej założyć i prowadzić każdą firmę, także małą, że mniej się płaci podatku od każdego zarobku, że przepisy co do pracy są mniej sztywne, że budujący domek nie jest na łasce urzędników gminnych itd. Owe polemiki z liberałami byłyby celniejsze, gdyby zauważyć, że chodzi raczej o pseudo-liberalizm, dla którego wolność jest zasłoną dymną.

Liberalizm pozorny

Ludzie pragną wolności, więc często stawała się ona hasłem politycznym, i jak wiele takich haseł — fałszywym. Jaskrawym przykładem była rewolucja francuska, która głosząc wolność, równość i braterstwo sprawowała rządy w sposób bardziej tyrański, niż jakikolwiek król w długiej historii Francji. Marksistowski komunizm też obiecywał wyzwolenie, a przyniósł największe chyba zbrodnie w dziejach świata. Laicyzm zwący się liberalnym z założenia kwestionuje wolność religii, eliminując ją z życia publicznego i w ten sposób pozbawiając wierzących znacznej części wolności.

Zasady liberalne często myli się z demokratycznymi. Demokracja może jednak stać się tyranią większości nad mniejszością lub inaczej ograniczać wolność jednostki. Karykaturalnym przykładem była prohibicja w USA (1920-33). Aż trudno uwierzyć, że w dużym, wolnym państwie zakazano sprzedaży alkoholu (czego jedynym skutkiem był rozrost mafii). Dzisiaj podobny charakter ma tam ściganie, w atmosferze polowania na czarownice, domniemanego molestowania seksualnego. W Szwecji można pójść do więzienia, gdy pięciolatek nałga, że dostał od ojca parę klapsów. Mało kto zauważa, że demokracje zachodnie prawie całkiem wyeliminowały wolność szkoły na rzecz kontroli biurokratycznego państwa.

Obecnie w USA „liberalizm” oznacza zresztą tendencję polityczną, którą na kontynencie europejskim nazwano by raczej socjaldemokracją czy lewicą. Jest ona nieliberalna w zakresie gospodarki, a sprzyja liberalizmowi obyczajowemu. Są to koncepcje sprzeczne z liberalizmem klasycznym, jaki opisują encyklopedie. W rezultacie państwo opiekuńcze, socjalne i biurokratyczne, krępujące wolność gospodarczą, a pośrednio i polityczną, jest nazywane opacznie „(neo)liberalnym”.

Zwolennicy wolnego rynku mówiąc o liberalizmie ryzykują więc niezrozumienie (jak w Polsce UPR). Za „liberałów” uchodzą bowiem agitujący za aborcją względnie kombinatorzy. Nasi rzekomi „liberałowie gospodarczy” przyczynili się do wprowadzenia fikcyjnie prywatnej, kolektywnej i nieefektywnej formy własności, jaką są NFI. Znany publicysta „liberalny” pochwala biurokratyczne regulacje Unii Europejskiej i rozrośnięte państwo socjalne, a swój tolerancyjny stosunek do inaczej myślących wyraża epitetem „patologia polskiego życia umysłowego”.

Wobec tych wszystkich problemów nie wydaje się możliwe stwierdzenie, czym jest właściwie liberalizm ani co jest wart. Można tylko oczekiwać indywidualnych wystąpień ludzi, którzy twierdzić będą, że ich pojmowanie liberalizmu jest jedynie słuszne. Jest więc aż nadto powodów, by sądzić, że zamiast o liberalizmie należy mówić o wolności i zniewoleniu oraz o etyce i jej braku. Nie o fikcjach i propagandowych frazesach, lecz o tym, co istotne.

www.opoka.pl / M.Wojciechowski

2008-03-08 23:00

Zarządzanie czy malowanie trawy na zielono?

Zarządzasz sprzedażą więc musisz wiedzieć, że kontrola nie powinna być zjawiskiem, wydarzeniem, które ma służyć znalezieniu (wyłącznie i za wszelką cenę) błędów popełnianych przez handlowca, haków na niego. Jest ona bowiem kluczowym elementem procesu, który ma zapewnić zrealizowanie Twojego planu sprzedaży.

Dlatego najpierw wyznaczaj handlowcowi cele i określ standardy jego pracy, a dopiero potem sprawdzaj, czy Twój pracownik wywiązuje się z zadań, które mu zleciłeś, i czy robi to we właściwy (zgodny z firmowymi standardami) sposób.

Dla większości handlowców kontrola ma zabarwienie negatywne – unikają jej i boją się jej wyników. Przyczyną takiej sytuacji jest postawa menedżerów, którzy do kontroli podchodzą według zasady: muszę znaleźć błędy i niedociągnięcia w pracy handlowca, bo inaczej cała kontrola nie ma sensu.

Gdy więc okazuje się, że pracownik realizuje wszystkie wyznaczone cele, to menedżer zaczyna sprawdzać inne elementy i robi to tak długo, aż wykryje błędy handlowca, np. krzywo wywieszona reklama, brak ceny na jednym produkcie, gdy handlowiec sprzedał 5 palet itd. Tak prowadzoną kontrolę handlowcy podsumują słowami: Jeżeli chcesz uderzyć psa, to kij się zawsze znajdzie. Uznają wówczas, że menedżera nie interesuje jakość i wyniki ich pracy, a zależy mu na znalezieniu błędów.

Jeżeli menedżer kontroluje elementy, które nie są spójne (identyczne) z wcześniej wyznaczonymi celami i standardami pracy, to daje handlowcom sygnał, że nieważne, co będą robili i jak się starali, to i tak w wyniku kontroli poniosą negatywne konsekwencje. Takie działanie ma bardzo demotywujący wpływ na handlowców. Nie starają się oni zrealizować celów ważnych dla działu sprzedaży, bo po co się przepracowywać i angażować, jeżeli i tak otrzymają negatywną ocenę. Zamiast tego stosują różne sposoby, aby dobrze wypaść podczas kontroli, np. „malują trawę na zielono” – na wspólną wizytę kontrolną zawożą szefa do zaprzyjaźnionego sklepu, gdzie wszystko jest wystawione wzorowo, a właściciel ciągle chwali profesjonalizm handlowca. Handlowiec dostaje pozytywną ocenę, a szef nie wie, że niemal cała reszta sklepów obsługiwanych przez tego pracownika wygląda znacznie
gorzej.

Jeżeli więc celem kontroli nie jest znalezienie (za wszelką cenę) błędów handlowca, to po co ją prowadzić?

Kontrolowanie pracy handlowców jest dla Ciebie ważne, gdyż dzięki temu:
- w każdej chwili wiesz, jak wygląda realizacja Twojego planu sprzedaży (zarówno w perspektywie krótko- jak i długoterminowej)
– możesz więc wcześnie zauważyć pojawiające się zagrożenia i skutecznie im
przeciwdziałać;
- w sposób ciągły rozwijasz kompetencje swoich handlowców. Każdy storecheck lub coaching, w trakcie którego zauważysz błędy swojego pracownika, jest okazją do zwrócenia mu uwagi i wspólnego wypracowania takiego sposobu działania, aby handlowiec więcej tego błędu nie popełnił
- przekazujesz handlowcom informacje o swoich priorytetach, tym, co jest dla Ciebie ważne i na co będziesz zwracał szczególną uwagę podczas kontroli
– dzięki temu handlowcy wiedzą, co muszą zrobić, aby uzyskać pozytywną oceną (spełnić standardy, zrealizować plan, wywiązać się z obowiązków, otrzymać wyższą prowizję od sprzedaży). W ten sposób motywujesz ich również do zwiększenia wysiłków i realizowania kolejnych celów, które im wyznaczasz.

Cel tego działania możesz określić jako „kontrolowanie jako dodatkowy czynnik motywacyjny i mobilizujący zespół”. Pozytywne efekty kontroli możesz wzmocnić np. poprzez pochwałę na forum grupy, czym dodatkowo neutralizujesz negatywne zabarwienie kontroli oraz wzmacniasz swoją pozycję jako menedżera potrafiącego równie klarownie oceniać i przekazywać zarówno pochwały, jak i krytyki.

Handlowiec, który zna Twoje priorytety, wie, co jest dla Ciebie ważne, za co nagradzasz, a za co karzesz, z reguły dostosowuje się do Twoich oczekiwań. Ma bowiem przejrzystą i czytelną informację o tym, co ma zrobić, aby np. zarobić na większą premię. Zrealizowanie Twoich
oczekiwań jest dla niego łatwiejsze oraz mniej ryzykowne niż próby unikania kontroli, „malowania trawy na zielono” czy fałszowania raportów. Dzięki zaś informacji zwrotnej dowie się, jak oceniasz jego pracę, w czym jest dobry, a co jeszcze musi poprawić, żeby mieć szansę
na większą premię lub awans. Handlowiec nie będzie się obawiał kontroli, jeżeli mu ją zapowiesz, wyjaśnisz jej cele, zasady i korzyści:
Jacku, jak wiesz, mam w zwyczaju prowadzić kontrolę realizacji priorytetów, o których rozmawialiśmy na spotkaniu. Dotyczy to każdego pracownika naszego zespołu. Celem jest przekazanie każdemu informacji na temat zgodności realizacji zadań z założeniami. Dzięki temu będziesz miał możliwość na bieżąco reagować, w przypadku gdyby coś nie szło zgodnie z planem. Ja chętnie będę Cię wspierał w osiągnięciu zamierzonych celów. Czy to jest dla Ciebie jasne?

Chcesz dobrze ustawić pracę swoich handlowców?
Chciałbyś poznać skuteczne metody i techniki zarządzania sprzedażą?
Chcesz zrozumieć sposób myślenia swoich Klientów i znacznie zwiększyć sprzedaż?

Jeśli na chociaż jedno z tych pytań odpowiedziałeś TAK - zapraszam do współpracy! Jako niezależny trener/konsultant szkoleniowy, psycholog biznesu oferuję: profesjonalne szkolenia “sprzedażowe”, coachingi, konsultacje.
kontakt@marekwojciechowski.com

 

2008-03-08 22:56

Czym jest Clienting?

Główną cechą współczesnych czasów jest permanentny proces przekształceń, ewolucji, zmian, zanikania i pojawiania się różnych zjawisk, zasad, norm i filozofii - w każdej dziedzinie życia. Dotyczy to także rzecz jasna warunków prowadzenia firmy, a konkretniej rzecz ujmując, warunków osiągania sukcesu w biznesie.

Jest wiele metod, zasad, reguł, praw i sposobów osiągania najlepszych rezultatów - jest ich zapewne tyle ilu przedsiębiorców. Większość z nich da się jednak pogrupować i ująć w określone systemy, których na przestrzeni czasu mieliśmy i mamy okazję jeszcze doświadczać i w ramach których często prowadzimy własne biznesy. Obecnie najbardziej rozwiniętym i popularnym narzędziem jest marketing.

Wszystkie te zasady, idee, doktryny oraz koncepcje były i nadal są mniej lub bardziej skuteczne. Pamiętać trzeba jednak, że powstawały one jako adekwatne do określonych czasów i warunków społecznych, politycznych i gospodarczych danego otoczenia. Często te określone reguły i systemy posiadały jedną z najważniejszych cech: aktualność. Inaczej mówiąc, nadążały za teraźniejszością. Do niedawna było to możliwe. Dzisiaj niestety już nie. Dynamika obecnie zachodzących zmian nigdy dotąd nie miała tak wysokiej wartości w wykresie zależności ilości zmian do czasu ich trwania.

W wyniku rozwoju szeroko pojętej technologii w każdym wymiarze ludzkości, a zwłaszcza w przetwarzaniu i przesyłaniu informacji, obecnie zachodzące zmiany są niemalże nie do opanowania “na bieżąco”. Aby zapewnić sobie sukces należy z dużym wyprzedzeniem myśleć o dniu jutrzejszym. Dotyczy to zwłaszcza funkcjonowania przedsiębiorstw.

Pierwszym krokiem wkroczenia już dzisiaj na drogę zwycięstwa w przyszłości jest otwarcie umysłów kadry zarządzającej na nowe trendy, badania i filozofie.

Wspomniany powyżej rozwój technologii informacji permanentnie przekształca wszystko wokół nas. Zmienia całe społeczeństwa od codziennych zajęć po zmianę mentalności, a co za tym następuje, przeobraża systemy wartości. Dzisiaj mamy do czynienia z tzw. Społeczeństwem Informacyjnym. Nasi klienci przepełnieni są informacją, co doprowadza do ogólnej dezinformacji. Jeżeli dodamy do tej sytuacji nakładający się na to zjawisko szereg innych czynników społeczno - politycznych, sami łatwo możemy zrozumieć, dlaczego koniec XX wieku i początek nowego stulecia, postrzegane są jako okres poszukiwania sensu w szeroko pojętym tego słowa znaczeniu.

Już powyższe, bardzo ogólne fakty, powinny zainspirować nas do wykorzystania podczas prowadzenia firmy szans tkwiących w obecnej sytuacji.

Jedną z takich szans jest wprowadzenie przedsiębiorstwa na tory działania w oparciu o zasady CLIENTINGU.

Klasyczny marketing, determinujący od kilku dziesięcioleci funkcjonowanie niemalże wszystkich przedsiębiorstw, od jednoosobowego zakładu usługowego po międzynarodowe koncerny, dzisiaj sam w sobie już nie stanowi szansy przetrwania na rynku.

Dowodów nie musimy szukać daleko. Wystarczy dobrze się tylko przyjrzeć obojętnie jakiej grupie firm działających w określonej branży, aby zauważyć, że konkurowanie produktem (jakością), promocją, dystrybucją czy ceną, dzisiaj nie jest wystarczającą formą pozyskania klientów.

W większości przypadków różnice, jakie może dostrzec klient są iluzoryczne.

Klient, który w wyniku doskonałego poznania od wielu pokoleń metod stosowanych w klasycznych formach reklamy, od prospektu po kampanie telewizyjne, zrozumiał i wie, że jest to określona forma manipulacji. Dzisiaj coraz rzadziej temu ulega. Tak samo nie działają już nawet najbardziej rozbudowane systemy “wyuczonej” życzliwości i rutynowej uprzejmości. Co zatem można zrobić?

Odpowiedź brzmi: Należy pomagać klientowi odnaleźć sens i najlepsze informacje. Czy każdemu? Nie.

Najważniejszym zadaniem będzie, a właściwie staje się już teraz znalezienie odpowiedniej dla przedsiębiorstwa grupy docelowej klientów. Na pewno nie da się tego zrobić nie posiadając jasno określonej własnej wizji i misji działania. Wizja i misja naszego przedsiębiorstwa nadaje mu zasadniczy sens istnienia. Nie mając własnego, przez siebie wyznaczonego i zgodnego w dużym stopniu z systemem wartości naszej kadry celu, za chwilę okazać się może, że sami zatracamy sens wszelkich działań.

A jak w takiej sytuacji możemy pomóc odszukać ów sens naszym klientom? Wiemy już, że nie wszystkim, bo to jest niemożliwe z definicji. Zatem należy precyzyjnie określić parametry naszej przyszłej, docelowej grupy klientów.

Pod uwagę powinniśmy wziąć możliwie jak największą liczbę interesujących nas cech, takich jak wiek, status społeczny rodzaj zainteresowań jak i sposób samorealizacji naszych klientów. Wszystko to po to, aby umiejscowić własne argumenty handlowe możliwie jak najdalej w polu zależności naszych klientów, którzy w coraz większym stopniu będą zindywidualizowani. Ważne jest, aby pamiętać, że rynek masowy to praktycznie pojęcie pochodzące z historii.

Stawiając ten pierwszy krok będziemy mogli uczynić to, co pozwoli nam wygrywać w przyszłości - utożsamiać się z docelową grupą naszych klientów “od środka”. Powstała w ten sposób więź pomiędzy firmą a klientem musi mieć charakter bardziej przyjaźni niż tylko uprzejmych transakcji handlowych. Tylko tak działająca firma utrzyma się na rynku. Poznając swoich klientów od ich strony, szybciej będziemy mogli zrozumieć czego naprawdę potrzebują teraz i czego potrzebować będą jutro. Tylko poprzez pełne i autentyczne zżycie się z klientem będzie to możliwe. Nie jest to łatwa droga, wymaga bowiem wiele czasu i środków finansowych związanych często ze zmianą świadomości pracowników.

Istnieje już wiele dobrych przykładów takich działań. Należą do nich wszelkiego rodzaju imprezy i seminaria dla klientów, podczas których dochodzi z jednej strony do wymiany informacji, z drugiej wzrasta poziom związków emocjonalnych pomiędzy dwiema stronami. Ludzie chcą mieć kontakt z ludźmi, a nie z “firmą”. Inną formą mogą być wycieczki, wspólne przedsięwzięcia, dni otwarte itp. Pomysłów w tej materii jest bardzo dużo. Myśląca w tym kierunku Organizacja odkrywa je wśród swoich pracowników, pod warunkiem, że pracownicy widzą sens w takich działaniach.

Inną z metod, posiadającą bardzo duże szanse powodzenia jest idea zakładania klubów.

W ramach takiego klubu, jego członkowie mają specjalne przywileje. Klub taki może być najlepszym miejscem, w którym najszybciej dowiemy się o oczekiwaniach naszej docelowej grupy klientów. Pozwólmy klientom mieć wpływ na sterowanie naszymi działaniami. Ujmując to prościej: Klient nie zrobi sobie sam krzywdy. Nie ma to też nic wspólnego z ryzykiem jednostronnej chęci wykorzystania nas. Dzięki takim działaniom mamy szansę stać się animatorami naszego rynku.

Edgar K. Geffroy ujmuje to w swojej książce jednym stwierdzeniem: SSANIE ZAMIAST NACISKU.

Kolejny krok to SZCZEGÓLNA I WYJĄTKOWA REALIZACJA.

Zapomnieć tutaj musimy o klasycznych metodach. Badania dowodzą jednoznacznie, że 98,2% klasycznej reklamy wędruje do kosza. Powód jest już znany - 97% klientów przeciążonych jest informacją. Pamiętać tutaj należy również o jej wysokich kosztach. Warto zatem szukać innych dróg. Często niekonwencjonalnych i niejednokrotnie burzących “stare, dobre” sposoby pochodzące choćby z organizacji i planowania czasu. Na uwagę zasługują tutaj doświadczenia, których na pewno byliśmy uczestnikami, związane ze sprzedażą przez POLECENIE i DOBRĄ REKOMENDACJĘ.

To wszystko może spowodować tylko jedno: Trzeba się zastanowić JAK SPRZEDAWAĆ?

Pierwszym pewnikiem dotyczącym sprzedaży w najbliższych latach jest to, że podobnie jak marketing, klasyczna sprzedaż zaniknie.

Nowe pokolenia klientów “odpornych” na perswazję i manipulację, wykształconych i często posiadających więcej doświadczeń od sprzedawcy, nie ulegnie metodom negocjacji, rokowań pochodzących z lat 40 i 50 XX wieku. Klient najbliższej przyszłości, to klient, na którego należy wpływać przy pomocy impulsów. Jak to robić? Zacząć należy od uświadomienia, że nasz klient jest CZŁOWIEKIEM. Ma on takie same troski, życzenia, potrzeby, jakie sami posiadamy. Aby lepiej to zrozumieć warto odpowiedzieć sobie szczerze na pytanie: Czy kupiłbym we własnej firmie? To bardzo pomaga. Pamiętajmy, że nie chodzi tutaj o darmową kawę i słoik z cukierkami na ladzie.

Niewątpliwie warto wspomóc się wszystkim tym, co przynoszą nam współczesne czasy w dziedzinie technicznego oddziaływania na człowieka. Pole popisu jest tu ogromne. Począwszy od komputera, przy pomocy którego klient może odczuć szereg impulsów wzrokowo - słuchowych do urządzeń oddziałujących na węch. Hologramy i wirtualna rzeczywistość, w którą możemy na chwilę wprowadzić naszego klienta (np. aby obejrzał swój przyszły dom “od środka”), staną się jednym z narzędzi sprzedawców.

Nie popadajmy jednak w zbyt daleko idące możliwości urządzeń czysto technicznych. Nic nie zastąpi kontaktu żywego człowieka z drugim takim samym żywym człowiekiem. Najlepsza maszyna elektroniczna długo jeszcze nie będzie potrafiła “ująć” swoim CIEPŁYM PROFESJONALIZMEM naszego klienta, dlatego, że owe ciepło tkwi tylko w człowieku.

Niemniej pamiętajmy, że dzięki technicznym możliwościom, system sprzedaży, który będzie w stanie sprostać najbliższej przyszłości, powinien mieć charakter interaktywny. Dzięki połączeniu w różnego rodzaju sieci znacznie będziemy mogli wpływać na SZCZEGÓLNĄ I WYJĄTKOWĄ REALIZACJĘ potrzeb naszych klientów. Tworzenie sieci powiązań z klientem, nawet w celu realizowania wspólnych interesów w stosunku do trzeciego partnera będzie jednym z naszych podstawowych zadań.

Przyjrzyjmy się zatem dokładniej, na co należy zwrócić szczególną uwagę w obliczu niewątpliwie nowej sytuacji lub inaczej ujmując, co można zmodyfikować w naszych firmach tak, aby zwiększyć szansę istnienia i rozwoju w tak mało stabilnym otoczeniu rynkowym.

Na początek przemyślmy od nowa nasze STRATEGIE.

Do dzisiaj na ogół zarządzanie firmą determinowane było przez dwie podstawowe strategie. Pierwsza, to strategia produktu, druga - to strategia walki z konkurencją.

Do niedawna można było z dużym prawdopodobieństwem zaplanować główną strategię i taktykę wprowadzenia produktów, których cykl życia był możliwy do przewidzenia, bowiem klienci byli w dużym stopniu jednoznaczni. Ich zachowanie, trendy i system wartości nie ulegały tak szybkim przemianom jak obecnie. Dzisiejszy klient jest nieprzewidywalny, trudny do zdefiniowania za pomocą typowych działań i narzędzi marketingowych w postaci np. bardzo popularnych w swoim czasie różnego typu ankiet.

Współczesny klient jest mało “stabilny”. Dopuszcza w swoim zachowaniu korzystanie z usług i produktów z “najwyższej półki” by za chwilę, będąc determinowanym tempem życia sięgnąć po to, co jest najłatwiej dostępne.

Dzieje się tak również dlatego, że skończyła się era szczególnych patentów.

Globalizacja w przepływie myśli technicznej i alchemiczny rozwój technologii powoduje, że produkty przestają się odróżniać. Liczy się tylko ich funkcja użytkowa, a skoro tak jest, to współczesnemu klientowi nie zależy już tak bardzo na nazwie firmy umieszczanej na produkcie. Na pewno będzie istnieć marginalny w skali świata odsetek zamkniętych, wrażliwych na własne ego i klasycznych w zachowaniu klientów. Jeżeli postanowimy uczynić z nich naszą grupę docelową, to naturalnie jest to możliwe. Rodzi się tylko pytanie: Z jakiej pozycji startujemy w tym kierunku? Odpowiedzi na to zagadnienie każdy przedsiębiorca musi sobie udzielić sam.

Opierając przyszłość przedsiębiorstwa na strategii produktu, musimy liczyć się z tym, że jest to maraton, którego ciężaru za chwilę nikt nie będzie w stanie wytrzymać, ponieważ na rynek wchodzą ciągle nowe i lepsze produkty. Dzisiaj posiadanie własnego produktu będzie się coraz mniej liczyć. To, co będzie najważniejsze to umiejętne zbudowanie otoczenia okołoproduktowego w postaci dostępu klientów do informacji i grupy interesów.

Posiadacze samych produktów narażeni będą na stale rosnące inwestycje związane z technologią ich wytwarzania. Przejście z epoki industrialnej do epoki informacyjnej powinno skłonić nas do zwrócenia szczególnej uwagi na posiadanie odpowiednich informacji i ich dystrybucję.

Skupiając natomiast obecnie swoją uwagę na opracowywaniu super strategii walki z konkurencją, inwestowanie w tym kierunku ogromnych środków, jest już bezcelowe. Konkurencja bowiem rodzi się z dnia na dzień, na dodatek często pochodzi z innych obszarów rynku. Dobrym tego przykładem jest chociażby zamiana rodzajów materiału wykorzystywanego w produktach. Wielu producentów z branży metalowej musiało uznać wyższość tworzyw sztucznych.

Jedną z dróg, dzięki której możemy wygrać w przyszłości, może być strategia dywersyfikacji, ale dobrze pojętej. Musimy tutaj przede wszystkim szukać rozwiązań w dziedzinach pokrewnych do naszej tak, abyśmy mogli przenieść na ten nowy grunt nasze kompetencje. Szukanie w zbyt odległych obszarach wiąże się z ryzykiem przegrania na starcie ze specjalistami istniejącymi dłużej.

Zatem, jeśli zdecydujemy się na dywersyfikację, możemy liczyć na trwałe bezpieczeństwo, ale pod pewnym warunkiem, o którym już pisałem - musimy poszukać własnej GRUPY DOCELOWEJ. Tylko taka grupa interesów, na którą będziemy mieli wpływ ” od środka” może zapewnić nam powodzenie.

Posiadanie odpowiedniej strategii jest naturalnie jedną z najważniejszych rzeczy. Aby taką strategię stworzyć zacząć trzeba od określenia wizji przedsiębiorstwa. Posiadając już jedno i drugie będziemy dopiero jedną nogą na odpowiedniej drodze do sukcesu.

Do stabilnego poruszania się i utrzymania na tym szlaku, potrzebujemy co najmniej dwóch nóg. Tą drugą nogą jest szczególna i wyjątkowa realizacja.

W praktyce sprowadza się to do konkretnych działań w obszarze sprzedaży, a przede wszystkim odpowiedzi na pytanie: Jak wcielić w życie ideę ssania zamiast nacisku?

W koncepcji klasycznego marketingu metodą oddziaływania firmy na klienta było permanentne wywieranie nacisku. Ów nacisk przedsiębiorstwa realizowały poprzez różnorodne formy reklamy i promocji. Wszystkie kampanie reklamowo-promocyjne konstruowane były (i w niektórych przypadkach odbywa się to do dzisiaj) tak, aby stopniowo wywierać określony rodzaj presji na określoną grupę odbiorców.

Już wiemy, że współczesny klient doskonale zna i wie o wszystkich tych technikach. Nie robią one już tak wielkiego wrażenia. Kreowane przez reklamę sposoby zachowania potencjalnych klientów są w coraz mniejszym stopniu przez tych ostatnich przyjmowane. Współczesny klient wie, że sam stanowi o sobie, a więc sam decyduje o własnym stylu, modzie i sposobie życia. Co więcej - wysokie poczucie wolności osobistej powoduje wręcz odwrotne skutki od zamierzonych.

Teraźniejszy klient doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jest niezależny i że ma nieograniczone możliwości wyboru, a wszelkie próby manipulacji odbiera jako próbę ograniczenia jego woli.

Myśląc o sukcesie naszego przedsiębiorstwa powinniśmy zapomnieć o powyższych metodach. Naturalnie należy wykorzystywać znane i sprawdzone sposoby komunikowania się z rynkiem, ale zmieniając wektor ich działania: z nacisku na ssanie. Ssanie w tym kontekście oznacza wywołanie zainteresowania i pobudzenia klienta do działania. Celem naszych działań powinno być intrygowanie i inspirowanie klientów oraz nieustanne dostarczanie bodźców do działania.

Jak to robić? W koncepcji CLIENTINGU sposoby są dowolne ale wszystkie powinny opierać się na podstawowym założeniu, że klient jest najważniejszy dla firmy.

Założenie to przyświeca od kilku dziesięcioleci prawie wszystkim firmom. Problem polega jednak na tym, że często jest to tylko slogan i w rzeczywistości brak jest podstawowych, praktycznych sposobów wdrożenia powyższego w życie. Bo co tak naprawdę oznacza, że klient jest najważniejszy? Oczywiście jedno - bez pieniędzy klientów możemy przestać myśleć o istnieniu firmy. I często tylko to stwierdzenie określa rolę klienta.

Obecnie, aby zwiększyć swoje szanse na sukces, musimy przestać traktować klienta jako źródło pieniędzy i zacząć postrzegać go jako współdecydenta stanowiącego o kierunkach rozwoju naszej firmy, a co za tym idzie, zmienić obraz klienta z wizerunku “woreczka z pieniędzmi” na wizerunek żywej istoty w czysto ludzkim wymiarze.

Oznacza to, że w kręgu naszych zainteresowań usytuować należy działania zmierzające do wytworzenia jak najlepszych stosunków, głównie na płaszczyźnie emocjonalnej. Czasy, w których żyjemy charakteryzują się między innymi tym, że ludzie cierpią na brak kontaktu miedzy sobą, co zwiększa uczucie alienacji.

Dlatego też idea tworzenia klubów, wspólnych spotkań, przeżyć i budowanie kręgów wspólnych zainteresowań i interesów jest tym czynnikiem, który może decydować o powodzeniu na rynku. Pomysły na realizacje są dowolne. Im bardziej niekonwencjonalne, tym lepsze.

Aby było to możliwe niezbędne jest zbudowanie nowoczesnej i niezawodnej sieci łączności i powiązań z klientem. Naturalnie, środków technicznych w tej dziedzinie nam nie brakuje, ale głównym narzędziem powinna być przede wszystkim profesjonalna kadra handlowa.

W procesie sprzedaży udział biorą ludzie a nie instytucje. Od jakości owej kadry, umiejętności budowania więzi międzyludzkich zależeć będzie wielkość grona nowych klientów.

Najważniejszą cechą kadry handlowej powinna być chęć autentycznego służenia klientowi w szerokim zakresie, a zwłaszcza w nietypowych, indywidualnych sytuacjach. Relacje handlowe ze sfery czysto materialnej przekształcić powinny się w relacje przyjacielskie.

Zbudowanie zaufania i wytworzenie poczucia bezpieczeństwa przy współpracy z naszą firmą, gwarantować nam będzie wzrost liczby klientów, pozyskanych dzięki najskuteczniejszej formie reklamy - personalnemu poleceniu.

Zawsze starajmy się dawać naszym klientom coś “ekstra” i działajmy na zasadzie tzw. “inicjatywy z życzliwości” - czyli obdarowujmy naszych klientów czymś, co ich pozytywnie zaskoczy, zwłaszcza w momencie, kiedy najmniej się tego spodziewają. Dlatego tak ważna jest umiejętność nawiązywania kontaktów, jak również ich podtrzymywania, co wiąże się z serwisem posprzedażnym.

Profesor Robert Cialdini w swojej książce pt. “Wywieranie wpływu na ludzi” jednoznacznie dowodzi, że stosowanie tzw. “reguły wzajemności” jest jedną z najsilniej oddziałujących metod “przywiązania” do siebie człowieka, bowiem ludzie w zamian za otrzymana przysługę zawsze pragną nam się odwdzięczyć.

W procesie nawiązywania, budowania i utrwalania stosunków z naszymi klientami ważne jest, aby działania podejmowane w tym kierunku nacechowane były innowacyjnością, atrakcyjnością form i częstotliwością. W przeciwnym przypadku łatwo może wkraść się nuda, rutyna i schematyczność działania a to z kolei przestanie oddziaływać na klienta.

CLIENTING zastępuje klasyczny marketing przede wszystkim w aspekcie autentycznego zainteresowania klientem i obszarami jego funkcjonowania. Ten czysto ludzki wymiar powoduje, że w dobie niedoboru pozytywnych emocji, ogromne znaczenie będą miały “miękkie” strony przedsiębiorstwa. Należą do nich między innymi elastyczność i umiejętność reagowania na szybko zachodzące zmiany, profesjonalna kadra, o dużych umiejętnościach interpersonalnych.

Głęboko pojęte dobro naszego klienta, spełnianie jego indywidualnych potrzeb i umożliwienie zaistnienia w elitarnym gronie odbiorców naszej firmy jest jedną z metod zdobycia przewagi konkurencyjnej.

2008-03-08 22:45

10 przykazań dobrej Infolinii

Od wielu lat realizuję szkolenia i konsultacje z szeroko rozumianego
telemarketingu. Ta, wspierająca marketing technika-usługa przeżywa w
Polsce prawdziwy renesans. Jedną z najpopularniejszych usług
telemarketingowych jest infolinia, przytoczę więc 10 tele przykazań,
które bezwzględnie powinni wziąć pod uwagę wszyscy organizatorzy
infolinii i zarządzający nimi.

Co więcej, przykazania te dotyczą wszystkich usług tele marketingowych
w ruchu przychodzącym - np. linii zamówień, linii serwisowej, linii
konkursowej, linii handlowej, itd. Dekalog powstał na podstawie moich
doświadczeń i wielu lat praktyki z licznymi infoliniamii znanych w
Polsce firm, głównie z sektora finansów i ubezpieczeń:

     

  1. Używaj łatwego numeru telefonu.
  2. Nie wstydź się swojego numeru telefonu.
  3. Daj szansę dodzwonić się.
  4. Daj drugą szansę.
  5. Zadbaj o kompetencje.
  6. Zadbaj o aktualną informację.
  7. Zdecyduj, co chcesz przekazać.
  8. Pamiętaj o zbieraniu informacji.
  9. Stale analizuj dane i wyciągaj wnioski.
  10. Mądrze wykorzystaj zdobyte dane i informacje.
  11. Wszystkich, którzy chcą fachowo i profesjonalnie szkolić siebie lub
    swój zespół z telemarketingu - serdecznie zapraszam do współpracy!
    www.marekwojciechowski.com

 

2008-01-01 23:32

Co z tą wizją ?

Zacznę od noworocznych życzeń. Spełnienia marzeń, pragnień, planów i ambicji. Tych zawodowych oraz prywatnych. Niech rok 2008 rozpocznie w Waszym życiu okres pomyślności.

W sylwestrowo-noworocznym Newsweeku znalazłem bardzo ciekawy artykuł. Daje do myślenia, inspiruje, definiuje to - na naszych oczach staje się ważne, istotne, mając wpływ nie tylko na sytuacje biznesowe, relacje z Klientem. Polecam jego lekturę!

——————————————————————————

Co jest ważniejsze dla rozwoju gospodarczego - autostrady czy pomysły? Innowacje!
W globalnej gospodarce opartej na wiedzy wygra ten, kto potrafi budować kapitał intelektualny, a nie nowe stadiony.Jeszcze dziesięć lat temu trzeba było wybrać się do kiosku, żeby przeczytać gazetę, a w zasadzie tylko nieliczni mieli regularny dostęp do poglądów przedstawianych przez światowe autorytety w poszczególnych dziedzinach.

Artykuł ukazał się w tygodniku Newsweek (www.newsweek.pl), jego autorem jest Krzysztof Rybiński - wiceprezes Narodowego Banku Polskiego i członkiem Komisji Nadzoru Finansowego. Tezy przedstawiane w artykule są prywatnymi poglądami autora. Więcej na temat problemów globalizacji: www.rybinski.eu

Minęło raptem dziesięć lat i świat zmienił się nie do poznania. Dzisiaj nie ruszając się z domu, regularnie czytam ponad dwadzieścia gazet - tytuły europejskie, amerykańskie, azjatyckie, z rejonu Zatoki Perskiej. Czytam też gazety po chińsku, japońsku, koreańsku, hiszpańsku i francusku, mimo że nie znam tych języków. Używam do tego darmowego oprogramowania, które na żywo tłumaczy strony internetowe z chińskiego i innych języków na angielski. Regularnie przeglądam blogi internetowe prowadzone przez wybitnych ekonomistów. W tym blog Daniego Rodrika (na stronie www.typepad.com, którą co tydzień odwiedzają dwa miliony czytelników), profesora Uniwersytetu Harvarda i jednego z najlepszych specjalistów od globalizacji na świecie. W ten sposób codziennie można mieć lepszą prasówkę od tej, którą otrzymują premierzy. A minęło zaledwie dziesięć lat.Era innowacji Historia gospodarcza świata opisuje wiele okresów postępującej globalizacji i następujących po nich czasów wzrostu protekcjonizmu. Jednak do tej pory globalizacja dotyczyła przede wszystkim wymiany handlowej. Na skutek silnego rozwoju technologii komputerowych i telekomunikacyjnych, spadku cen połączeń i transportu pod koniec XX wieku wymianę towarową zastąpiła wymiana procesów biznesowych, obejmująca outsourcing (zlecanie ich wykonania na zewnątrz) i offshoring (przeniesienie procesów biznesowych za granicę), zaś import został zastąpiony sourcingiem, czyli strategią zaopatrzenia wykorzystującą efektywność globalnych producentów. Niestety w wielu krajach, w tym również w Polsce, elity polityczne jeszcze nie zrozumiały, jak bardzo zmienił się świat w ostatnich dwóch dekadach. Nastąpiła “śmierć odległości” i “śmierć czasu”. Nie tylko rynek towarów, także usług, pracy i wiedzy stał się globalny (przykładem jest projektowanie i produkcja nowoczesnych samolotów pasażerskich). Dlatego globalizacja dokonująca się w XXI wieku nie ma precedensu, a sukces odniesie tylko ten, kto zrozumie, że żyjemy w globalnej gospodarce opartej na wiedzy. Nawet jeżeli dana firma ma świetny produkt lub usługę, to z dużym prawdopodobieństwem w innym kraju na innym kontynencie wkrótce pojawi się innowacja, która pozwoli wytwarzać ten produkt lub usługę lepiej, taniej i szybciej. A ponieważ coraz bardziej obniżają się koszty transportu i bariery handlowe, te tańsze i jakościowo coraz lepsze towary wkrótce trafią na rynki lokalne lub eksportowe, zagrażając egzystencji firmy, a w dalszej perspektywie - pozycji danego kraju. Dlatego w globalnej gospodarce opartej na wiedzy każde przedsiębiorstwo musi stosować dwie reguły:
- mark-to-market: trzeba nieustannie obserwować, czy w danej dziedzinie pojawiają się innowacje, które mogą spowodować gwałtowne załamanie się popytu na produkty danej firmy. Przykłady z ostatnich lat to koniec tradycyjnej fotografii i początek fotografii cyfrowej, koniec telefonii stacjonarnej i początek telefonii komórkowej, koniec tradycyjnych procesów biznesowych i początek ery outsourcingu i offshoringu. Być może z powodu wysokich cen ropy właśnie obserwujemy koniec ery samochodów napędzanych benzyną i początek czegoś nowego, co powstanie w najbliższych latach. Jeżeli firma z branży przegapi ten moment zmiany, to w skrajnym przypadku grozi jej bankructwo lub przejęcie przez firmę, która zareagowała na czas.
- time-to-market: zmiany w XXI wieku dokonują się o wiele szybciej niż kiedykolwiek w historii. W ciągu kilku lat przedsiębiorstwo może rozwinąć się z etapu garażowego w globalnego giganta, którego kapitalizacja giełdowa sięga kilku lub kilkudziesięciu miliardów dolarów. Jeżeli na czas nie zareagujemy na zmieniającą się rzeczywistość, wówczas inna firma, być może na innym kontynencie, zrobi to szybciej i błyskawicznie odbierze nam rynek. Pamiętajmy, że tygodnik “The Economist” pracował na swoją pozycję i ponadmilionowy nakład 150 lat, blog Daniego Rodrika istnieje raptem od siedmiu miesięcy, a strona, na której jest publikowany - od kilku lat. Powyższe zasady dotyczą również całych krajów. Nawet jeżeli dane państwo cieszy się bardzo wysokim poziomem zagranicznych inwestycji bezpośrednich, to jeśli te inwestycje są ulokowane w sektorach o niskiej wartości dodanej (np. w przemyśle spożywczym lub produkcji sprzętu AGD), wówczas w perspektywie kilku lat mogą przenieść się do innej części świata, gdzie cena pracy i ziemi jest niższa lub gdzie procesy biznesowe mogą być sprawniej zorganizowane. Decydenci w Europie Środkowo-Wschodniej powinni wziąć sobie do serca dane, które mówią, że przeciętnie w Polsce, Czechach, na Słowacji i Węgrzech udział towarów wysokich technologii w eksporcie wynosi około 12 proc., co jest najgorszym wynikiem na świecie, niższym nawet niż średnia dla Ameryki Łacińskiej. Ten wskaźnik dla Chin osiąga 30 proc., a w przypadku nowo uprzemysłowionych krajów Azji (Korea Płd., Hongkong, Singapur, Tajwan) przekracza 40 proc. Innymi słowy, zagraniczne inwestycje bezpośrednie w krajach naszego regionu zostały zlokalizowane w sektorach, które są podatne na przeniesienie produkcji do tańszych krajów i ryzyko, że tak się stanie, szybko rośnie.Odpowiedzią na to jest rozwój produkcji i usług o wyższej wartości dodanej (np. informatyka, telekomunikacja, ochrona zdrowia i farmacja, finanse). Niestety, w dziedzinie tworzenia innowacji i przekładania ich na konkretne produkty lub usługi kraje naszego regionu są na końcu światowych rankingów. Wydajemy bardzo mało na badania i rozwój, bardzo mało inwestujemy w technologie teleinformatyczne (ICT), a na patentowej mapie świata po prostu nas nie ma. O ile na początku lat 90. naukowcy z czterech krajów naszego regionu publikowali łącznie w liczących się międzynarodowych pismach naukowych dwa razy więcej artykułów niż naukowcy z wyżej wymienionych czterech państw Azji, to po piętnastu latach transformacji te proporcje się odwróciły. Zamiast szybko budować kapitał intelektualny, który decyduje o długoterminowych perspektywach rozwoju, zostajemy z tyłu.
Co to jest kapitał intelektualny?
Pojęcie to obejmuje trzy obszary: kapitał wiedzy, kapitał strukturalny (zwany alternatywnie organizacyjnym) i kapitał relacji. Kapitał wiedzy to wiedza pozyskana w szkole i na studiach, ale także doświadczenie zdobyte w pracy i wiedza życiowa (ang. tacit knowledge) zarówno w przypadku jednostki, jak i całego społeczeństwa. Kapitał strukturalny dotyczy procesów biznesowych w organizacji gospodarczej i obejmuje kapitał innowacji (w tym posiadane patenty), kulturę organizacyjną, np. chęć pracowników do dzielenia się wiedzą. Kapitał relacji określa stosunki klientów i dostawców. Kapitał intelektualny można mierzyć w odniesieniu do jednostek, firm, urzędów, miast i krajów. Otóż jeżeli sytuacja nie zmieni się radykalni w najbliższych latach, jeżeli proces oddalania się od liderów w dziedzinie kapitału intelektualnego nie zostanie odwrócony, wówczas okres przyspieszenia wzrostu gospodarczego po akcesji do Unii Europejskiej może się skończyć za kilka lat i kraje naszego regionu będą miały poważne trudności z dalszą poprawą poziomu życia. Zaś taki scenariusz grozi tym, że kolejne setki tysięcy młodych ludzi będą opuszczały Polskę. Wiele państw, szczególnie w Azji, już dawno zrozumiało, że kapitał intelektualny kraju zdecyduje o sukcesie w XXI wieku.
Tygrysy atakują
W opracowaniu Boston Consulting Group z grudnia 2007 roku po raz drugi przedstawiono listę 100 firm z dynamicznie rosnących krajów rozwijających się, które w ocenie BCG mogą stać się globalnymi zwycięzcami. Wiele firm z tej listy w ciągu najbliższej dekady rzuci wyzwanie obecnym globalnym gigantom, które swoje korzenie mają w krajach rozwiniętych. Jest na niej ponad 40 firm z Chin (np. Johnson Electric - producent małych silników elektrycznych czy Lenovo, wytwórca komputerów), 20 z Indii (w tym informatyczne grupy Infosys i Wipro oraz producenci leków Ranbaxy i Dr. Reddy’s Laboratories), 13 z Brazylii (w tym producent samolotów Embraer i kosmetyków Natura), po kilka z Turcji, Rosji i Meksyku. Wiele z wymienionych firm bardzo aktywnie buduje kapitał wiedzy, organizacji i relacji w skali globalnej. Przykładem takich działań jest globalizacja marki (np. Huawei, producent sprzętu telekomunikacyjnego z Chin, czy wspomniane Infosys i Wipro), rozszerzanie sprawdzonego lokalnie procesu biznesowego na inne rynki (operator telekomunikacyjny z Meksyku America Movil), osiąganie globalnego przywództwa w danym segmencie rynku, skuteczna strategia fuzji i przejęć pozwalająca na radykalne przyspieszenie budowy globalnej bazy klientów (na przykład Cemex - producent materiałów budowlanych z Meksyku). Z Polski na liście jest tylko Orlen, a z Węgier MOL (na poprzedniej nie było żadnej firmy z Europy Środkowej ). To dobrze, że weszły na listę, ale jeszcze lepiej byłoby, gdyby znalazły się na niej firmy z sektorów lepiej rokujących niż nafta, np. przemysłu maszynowego, nowych technologii lub sektora usług. Dlatego ten ranking świadczy o tym, że nie potrafimy skorzystać z szans, jakie stwarza globalna gospodarka oparta na wiedzy. Te szanse wykorzystują doskonale wspomniane kraje azjatyckie. Na przykład Chiny są bardzo aktywne w Afryce, budując kapitał relacji. Dzięki temu uzyskują dostęp do surowców, a w kolejnych dekadach będą czerpały korzyści z dywidendy demograficznej Afryki. Chińskie firmy uzyskają bowiem dostęp do powiększających się rynków zbytu w Afryce i będą mogły korzystać z szybko rosnącej liczby tanich pracowników. W kolejnych dekadach XXI wieku należy oczekiwać drugiej fali przesuwania produkcji. Pierwsza fala, rozpoczęta pod koniec XX wieku, polegała na przenoszeniu produkcji i usług do Chin i Indii. Pojawiło się nawet sformułowanie Chindia na określenie rosnącej roli tych dwóch krajów w globalnej gospodarce. Wydaje się, że w XXI wieku słowem lepiej oddającym globalne przemiany stanie się Chinafrica, które będzie opisywało liczne powiązania gospodarcze Chin i Czarnego Lądu, w tym również outsourcing produkcji i usług o niskiej wartości dodanej z Azji do Afryki. W 1950 roku ludność Europy wynosiła 550 milionów, Azji - 1,4 miliarda, a Afryki - 220 milionów. Według prognoz demograficznych w 2050 roku ludność Europy wyniesie 650-700 milionów, Azji ponad 5 miliardów, a Afryki prawie 2 miliardy. Temu będzie towarzyszyć znacząca poprawa poziomu wykształcenia społeczeństw w Azji i Afryce, a co za tym idzie, wzrost wydajności pracy i dochodu na mieszkańca. Jest bardzo prawdopodobne, że w XXI wieku centrum gospodarcze świata będzie stopniowo przesuwało się do Azji, zaś oś gospodarcza Chiny - Afryka okaże się równie istotna lub nawet istotniejsza od osi gospodarczej Europa - Ameryka.

Zrozumienia tego zjawiska brakuje w Europie i w Stanach Zjednoczonych. Zmiany w globalnej gospodarce w XXI wieku będą też dotyczyły rynków finansowych. Już dzisiaj widać, że w perspektywie 10-20 lat rynki finansowe w Hongkongu, Szanghaju i Shenzhen rzucą wyzwanie Nowemu Jorkowi i Londynowi. Jest prawie pewne, że wraz z szybko rosnącym potencjałem gospodarek azjatyckich na tych rynkach będą pojawiały się największe emisje akcji i w perspektywie najbliższych 10 lat to właśnie one zanotują rekordowe obroty. Stopniowo zmienia się też siła finansowa poszczególnych regionów. Chiny i kraje eksportujące ropę naftową zgromadziły olbrzymie rezerwy walutowe, zarządzane przez banki centralne lub fundusze przyszłych pokoleń (sovereign wealth funds). Według szacunków firmy konsultingowej McKinsey aktywa zarządzane przez banki centralne i fundusze przyszłych pokoleń w Azji i w krajach eksportujących ropę naftową przekroczą 12 bilionów dolarów w 2012 roku. Obecnie poczynania tych instytucji są bardzo uważnie obserwowane i wpływają na ceny aktywów na całym świecie. Już dziś informacje o inwestycjach chińskich w jakimś kraju prowadzą do umocnienia jego waluty. Niestety, wydaje się, że Zachód nie akceptuje nieuchronnego przesuwania się centrum gospodarczego świata do Azji. W Europie i w Stanach Zjednoczonych pojawia się wiele inicjatyw, które mają powstrzymać napływ chińskich towarów oraz chińskiego kapitału do krajów rozwiniętych. Gdyby protekcjonizm zdominował politykę tej dekady, wówczas globalną gospodarkę czeka okres znacznego spowolnienia wzrostu, co może prowadzić do jeszcze szybszego ukształtowania się osi gospodarczej Azja - Afryka.Opisywane powyżej zjawiska dotyczące znaczenia kapitału intelektualnego w XXI wieku, zmian w globalnym układzie sił i na rynkach finansowych rzadko są dostrzegane przez polityków w krajach naszego regionu. Zamiast na dalekosiężnej wizji strategicznej regionu, która uwzględniałaby te uwarunkowania, środkowoeuropejscy politycy skupiają się na krótkoterminowych działaniach w ramach czteroletniego cyklu politycznego. To dotyczy także Polski. A przecież sukces naszej gospodarki w globalnej gospodarce XXI wieku nie zależy od tego, ile i w jakim czasie zbudujemy dróg lub stadionów. Kluczowa będzie nasza zdolność do budowy kapitału intelektualnego. Wzorem wielu innych krajów proponuję więc rozpocząć od sporządzenia raportu na temat kapitału intelektualnego Polski. Równocześnie ze stanowiskiem koordynatora piłkarskiego Euro 2012 powinno powstać stanowisko koordynatora ds. budowy kapitału intelektualnego kraju. To drugie jest znacznie ważniejsze dla przyszłości.
 

2007-12-28 18:26

Clienting - nadchodzi nowa era!

Czym wyróżniają się współcześni klienci? Czego klienci oczekują od sprzedawców? W jaki sposób rozwija się relacja między dostawcą i klientem? Jakiego rodzaju strategii użyć, aby zbudować rentowne relacje z klientem?

Widzicie to wypisane na twarzach Waszych sprzedawców po długim dniu spędzonym w trasie, widać to także po ich rezultatach. Oni walczą o to, aby dotrzymać kroku nowemu rodzajowi klienta. Jeszcze całkiem niedawno klienta można było zadowolić dobrą ceną i jakością produktu. Dziś klienci wymagają całej gamy dodatków — wygodnego sposobu dokonywania zakupów, elektronicznej wymiany danych, serwisu posprzedażnego, zindywidualizowanej obsługi itp. Jeszcze zupełnie niedawno klienci byli pod wrażeniem uprzejmości i komunikatywności sprzedawcy. Dziś dużo większy wpływ ma na nich jego profesjonalizm i wnikliwe podejście do sprawy.

Portret nowego klienta

Jak więc wyglądają ci nowi klienci? Co sprawia, że stali się tacy wymagający?

  1. Współcześni klienci są bardziej kompetentni. Ostatnie kilka lat dynamicznego wzrostu gospodarczego, szczególnie w Ameryce Północnej, doprowadziło do powstania płynnego rynku pracy w ramach organizacji i poza nimi. Ludzie posiadają obecnie znacznie więcej doświadczeń i mają wyższe oczekiwania. W wyniku tego wielu z nich musi w krótkim czasie zrozumieć, jaki jest wpływ ich decyzji o zakupie na konkretne cele biznesowe oraz na firmę jako całość. Całościowe podejście biznesowe ze strony kupującego wymaga podobnego podejścia ze strony sprzedawcy, który z nim współpracuje. Wiceprezes Bayerische Vereinsbank Group (Niemcy) w następujący sposób skomentował ten wzrost wiedzy u przeciętnego klienta: „Klienci są bardziej pewni siebie i wiedzą, w jaki sposób wykorzystać swoje doświadczenie i wiedzę”.
  2. Współcześni klienci mają bardziej analityczne podejście.
    Decyzje klientów dotyczące zakupów są bliżej powiązane z kluczowymi strategiami biznesowymi i wymagają dokonywania trudnych wyborów dotyczących tego, w jaki sposób wykorzystać ograniczone zasoby swojej organizacji. „Klienci są obecnie bardzo twardzi” — mówi dyrektor działu sprzedaży Xerox Corporation (USA). „Posiadają większą wiedzę na temat kwestii biznesowych oraz na temat wpływu ich decyzji na ich rachunek zysków i strat”. Ze względu na to, iż wynagrodzenie na szczeblu zarządu coraz częściej oparte jest na „wartości udziałów” oraz badaniach giełdowych, naciski na to, by racjonalnie zarządzać kosztami są obecnie bardzo wyraźne. Decyzje dotyczące większych zakupów lub zakupów złożonych poddawane są drobiazgowej analizie, szczególnie przez menedżerów wyższego szczebla. Klienci mają bardziej analityczne podejście do swoich decyzji zakupu i opierają je na korzyściach wynikających z zaangażowania organizacji dostawcy oraz rozwiązań oferowanych przez tę organizację.
  3. Współcześni klienci są bardziej wymagający. Aby sprostać rosnącej konkurencji na swoim rynku, współcześni klienci zmuszeni są działać skutecznej i wydajniej. Ponieważ klienci są zmuszeni, by robić więcej, mając jednocześnie do dyspozycji mniej środków, są oni bardziej niż kiedykolwiek wcześniej zdeterminowani, aby za cenę swojej inwestycji otrzymać możliwie najwyższą wartość. „Moje oczekiwania są proste. Chcę najlepszej możliwej obsługi” — skomentował tę kwestię klient z firmy Ordo (Francja). Klienci mają wysokie wymagania wobec tego, co im się należy, jest to wynikiem dużej liczby dostępnych opcji oferowanych przez coraz większą liczbę dostawców pretendujących do robienia z nimi interesów. Konkurencja ta jest dodatkowo poszerzona przez Internet, ponieważ nabywcy mogą dzięki niemu łatwo znaleźć szczegółową informację na temat określonego produktu czy usługi oferowanej przez każdą firmę obecną na rynku, niezależnie od rozmiaru i lokalizacji tej firmy. (…)
  4. Obecni klienci są bardziej skłonni do dzielenia się strategicznymi informacjami.
    Chociaż klienci oczekują obecnie więcej od dostawcy, to są też gotowi dać więcej od siebie. Kierując się najlepszym interesem swojej organizacji i pragnąc podjąć najlepszą decyzję odnośnie zakupu, coraz więcej klientów (szczególnie w Ameryce Północnej) skłonnych jest podzielić się istotną informacją ze sprzedawcą, z którym współpracują. Tak, jak zauważył wiceprezes Xerox Corporation (USA): „Nastąpiła duża zmiana w podejściu klientów, przejawia się ona w tym, że są oni znacznie bardziej otwarci w kontaktach ze sprzedawcami”, w wyniku czego rozmowy handlowe są bardziej szczere. Zdaniem sprzedawcy reprezentującego Allen & Handbury’s (Wielka Brytania): „Klienci mają obecnie bardziej pozytywne nastawienie do sprzedawania”. Natomiast kierownik działu sprzedaży Scott Paper Company (USA) stwierdził, że „sprzedawcy i klienci myśleli o sobie, jak o osobach stojących po przeciwnych stronach kontuaru — jak o przeciwnikach. Obecnie w naszych kontaktach jest więcej szacunku, więcej zaufania. Pracujemy wspólnie po to, aby rozwijał się biznes klienta”.

Ten wzrost przepływu informacji pomiędzy klientem i sprzedawcą symbolizuje radykalne zmiany w relacjach biznesowych na najbardziej podstawowym poziomie. Stanowi to odzwierciedlenie nowego podejścia do kwestii zaufania i nowego typu partnerstwa. Ponieważ coraz więcej firm chce poruszać się z „prędkością Internetu”, zaufanie i partnerstwo stają się ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Jeśli nie ma czasu na odrobienie strat spowodowanych złą decyzją dotyczącą zakupu, to nie znaczy, że jest więcej czasu na podejmowanie takich decyzji. W praktyce sytuacja wygląda wręcz odwrotnie; jest coraz mniej czasu na podejmowanie takich decyzji i dlatego potrzebne jest zaufanie i partnerstwo do osiągania sukcesu.

Oczekiwania klientów w stosunku do sprzedawców Kiedy rynek staje się coraz bardziej konkurencyjny, a klient coraz bardziej doświadczony, klienci mają wyższe oczekiwania odnośnie sprzedawców, z którymi robią interesy. Oczekują, że sprzedawcy reprezentujący dostawcę polecą im rozwiązania, które pomogą im konkurować w bardziej efektywny sposób. Kierownik działu sprzedaży Iron Trades Insurance Group (Anglia) określił nowe oczekiwania w następujący sposób: „Klienci kupują idee równie chętnie jak produkty. Szukają jakości, która jest adekwatna do ceny i kogoś, kto sprawi, że ich biznes stanie się bardziej rentowny”.

Co ważne — klienci oczekują, że sprzedawcy będą posiadali co najmniej tę samą wiedzę i doświadczenie, co oni sami. (…) Istnieją trzy zakresy wiedzy, które są obecnie decydujące dla sprzedawcy:

  1. Wszechstronna wiedza na temat branży, firmy i strategii klienta.
    Oczekuje się, że sprzedawcy działający na wszystkich rynkach świata będą znali branżę i konkurencję klienta również w skali globalnej. Internetowe serwisy firmowe oraz branżowe grupy dyskusyjne sprawiają, że sprzedawcy mogą łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej stanowić awangardę organizacji klientów i wyprzedzać rozwój rynku. Jednak dostępność informacji nie przekłada się na przewagę konkurencyjną, o ile sprzedawca nie potrafi wykorzystać tego, co wie do zapewnienia korzyści swojemu klientowi. Oczekuje się od sprzedawców(szczególnie w Ameryce Północnej), że powinni potrafić pokazać, w jaki sposób ich produkty mogą wspierać realizację strategii biznesowych ich klientów, poczynając od inicjatyw związanych z podnoszeniem jakości, po konieczność zredukowania bazy dostawców. Jak ujął to jeden z klientów Scott Paper Company (USA), on sam najbardziej ceni sprzedawców, którzy koncentrują się nie tylko na jego potrzebach, ale także na potrzebach jego klientów — to znaczy na potrzebach klientów swojego klienta. (…)
  2. Gruntowna wiedza na temat pełnej gamy produktów i usług oferowanych przez firmę… oraz produktów i usług oferowanych przez konkurencję.
    Polityka swobodnego przepływu informacji opierająca się na Internecie wytworzyła po stronie klientów znacznie większe „zapotrzebowanie na informację”. Jak zauważył jeden ze sprzedawców Scott Paper Company (USA): „klienci nie mają czasu na to, by stać się ekspertami w kwestii produktów i usług, które sprzedaję; muszą więc zdać się na moją wiedzę fachową”. Klienci opierają swoje decyzje nie tylko na tym, jak dobrze dany produkt spełnia ich potrzeby, ale także na tym, w jaki sposób wszystkie powiązane z nim usługi oferowane przez organizację dostawcy wspierają strategię ich firmy i pomagają im konkurować na rynku. Klienci oczekują, że wiedza fachowa sprzedawcy obejmować będzie także produkty konkurencyjne. Sprzedawca reprezentujący firmę Ordo (Francja) mówi: „Klienci nie chcą współpracować ze sprzedawcami, którzy znają jedynie swoje produkty. Sprzedawca powinien znać także produkty i usługi oferowane przez konkurencję”. Kwestia ta staje się coraz bardziej istotna w środowisku, w którym cykl życia produktu czy też przewaga konkurencyjna oparta na kontrakcie czy innowacji mierzona jest w miesiącach lub nawet tygodniach. Niektórzy klienci oczekują nawet więcej. Na przykład jeden z klientów Rank Xerox w Szwecji wyróżnił sprzedawców tej firmy, ponieważ potrafili oni „lepiej współpracować z innymi dostawcami w celu znalezienia kompleksowego rozwiązania”. (…)
  3. Dogłębne zrozumienie kwestii związanych z zarządzaniem firmą.
    Klienci oczekują, że sprzedawcy, którzy z nimi współpracują, posiadać będą podstawy do analizy najważniejszych aspektów ich biznesu oraz wiedzę niezbędną do wykorzystania strategicznych informacji, których im udzielają. Klient Scott Paper Company (USA) mówi: „Dobry sprzedawca zawsze potrafi odpowiedzieć na pytanie: ‘Jeśli zdecydujemy się na robienie interesów z Twoją firmą, w jaki sposób wpłynie to na rozwój naszego biznesu?’. Często zadaję sprzedawcom to pytanie, ale rzadko dostaję na nie odpowiedź”. Sprzedawca z Rank Xerox (Holandia) ujął to w następujący sposób: „Klient oczekuje, że będziesz wraz z nim myślał o jego biznesie, o jego opcjach oraz o tym, jakie zyski osiągnie poprzez dokonanie wyboru każdej z tych opcji”. (…)
  4. Zaangażowanie w akt sprzedaży
    Dodatkowo, klienci twierdzą, że jednym z najważniejszych czynników wpływających na zdolność dostawcy do spełniania ich oczekiwań jest zaangażowanie sprzedawcy w akt sprzedaży. Klienci wysoko sobie cenią współpracę ze sprzedawcą, który szczegółowo zna organizację klienta. Co więcej, klienci niechętnie patrzą na czas, jaki potrzebny jest nowemu sprzedawcy reprezentującemu dostawcę na zorientowanie się w ich działalności.

Firma Xerox Corporation (USA) rozpoznała tę kluczową potrzebę i opracowała program przydzielający kadrę zarządzającą wyższego szczebla wybranym klientom w celu zapewnienia klientowi stałej obecności i ciągłości obsługi. Oczywiście podejście to ma wiele innych zalet, takich jak na przykład wiedza, którą menedżerowie ci zdobywają w wyniku bezpośredniego kontaktu z klientem.

Inne organizacje sprzedażowe, ze względu na aktualną koniunkturę, nie są obecnie w stanie objąć ścisłą współpracą przyrastającej liczby partnerów biznesowych. Firmy te zdecydowały się na zastosowanie technologii w celu zapewnienia ciągłości obsługi klientowi oraz wsparcia swoim nowym sprzedawcom. Dzięki CRM (Zarządzanie Relacjami z Klientem), zachowana zostaje ciągłość w budowaniu szczegółowej bazy danych historycznych, dotyczących współpracy z klientem, co powoduje, że firma może oszczędzić zarówno klientom, jak i własnym przedstawicielom handlowym czasochłonnego budowania relacji od początku. Ostatecznie, z punktu widzenia klienta, jeżeli masz zaczynać od nowa z istniejącym sprzedawcą, dlaczego nie poświęcić tego czasu na zbadanie rynku i poszukanie innych dostępnych rozwiązań?

Dla organizacji sprzedażowej oznacza to, że relacje, które do tej pory były pewne, stają się trudne do przewidzenia. Dlatego ciągłość w relacjach klient — dostawca, zapewniana przez CRM, stanowi dużą przewagę dzięki zmniejszeniu wpływu rotacji w zespole na efektywność sprzedaży.

Jakie więc korzyści płyną z zapewnienia swoim sprzedawcom wysokiego poziomu wiedzy, gruntownej znajomości biznesu, a także umiejętności potrzebnych do skorzystania z tej wiedzy? Klienci wykazują tendencję do patrzenia na sprzedawców, którzy spełniają ich oczekiwania, jak na środek, dzięki któremu osiągną swoje cele, zdobędą wiedzę i potrzebne informacje; w ramach długofalowej współpracy rozwiążą swoje problemy oraz zaspokoją potrzeby swoich klientów wewnętrznych i zewnętrznych. Krótko mówiąc, nagrodą za tego typu działania jest lojalność klienta.

Artykuł pochodzi z książki „Organizacje skuteczne w sprzedaży. Jak zdobyć przewagę nad konkurencją” autorstwa Darlene M. Coker, Edwarda R. Del Gaizo, Ph.D., Kathleen A. Murray, Sandry L. Edwards